
Szyb Bończyk, Mysłowice – ślub Mai i Przemka w podziemiach
Są takie realizacje, które zostają w głowie na długo. Ślub Mai i Przemka w Szybie Bończyk w Mysłowicach był właśnie jednym z tych wydarzeń. Jako filmowiec weselny widziałem już wiele – plenery w górach, śluby w plenerze, klasyczne sale weselne. Ale ślub w podziemiach szybu nieistniejącej już kopalni Mysłowice to doświadczenie absolutnie wyjątkowe.
Para Młoda postawiła na odważne, klimatyczne i bardzo śląskie rozwiązanie. Ceremonia odbyła się pod ziemią – w surowej, industrialnej przestrzeni, która stała się tłem dla jednej z najbardziej emocjonalnych uroczystości, jakie miałem okazję filmować.
Ślub w podziemiach – alternatywa dla ślubu w plenerze
Coraz więcej par młodych szuka alternatywy dla klasycznego ślubu w plenerze. Szyb Bończyk to miejsce, które idealnie wpisuje się w ten trend.
Odrestaurowane pomieszczenia w Szybie Bończyk mają w sobie coś, czego nie da się łatwo podrobić. Surowe ściany, światło wpadające punktowo i cisza, która buduje napięcie jeszcze przed ceremonią, tworzą industrialny, bardzo klimatyczny charakter. Nie potrzeba tu wielu dekoracji – sama przestrzeń jest oprawą i naturalnie prowadzi uwagę tam, gdzie powinna być.
Dla gości to było wyraźne „wow” już od pierwszych kroków pod ziemią. Dla mnie, jako filmowca, ogromnym plusem była też niezależność od pogody. Emocje, które pojawiły się podczas ceremonii, były prawdziwe i bardzo intensywne – dokładnie takie, jakie widać na filmie z wesela.
Pies i obrączki – co łączy te dwie rzeczy?
Jednym z najbardziej wzruszających momentów ceremonii został… pies.
Akita o imieniu Hashi odegrał niezwykle ważną rolę w tym ślubie. To właśnie on dostarczył obrączki ślubne, wywołując uśmiechy, wzruszenie i szczery zachwyt wśród wszystkich obecnych.
Dla Mai i Przemka pies jest po prostu częścią rodziny, więc jego obecność w dniu ślubu była czymś zupełnie naturalnym. A że sam bardzo lubię psy, patrzyłem na to nie tylko przez obiektyw, ale też z dużą sympatią. Z takiego połączenia zawsze wychodzą najlepsze rzeczy – bezcenne kadry, szczere emocje i momenty, których nie da się zaplanować ani wyreżyserować.
First look – intymny moment przed ceremonią
Zanim zeszliśmy do podziemi, zrealizowaliśmy first look – jedno z moich ulubionych momentów podczas dnia ślubnego. First look to chwila, w której para młoda widzi się po raz pierwszy w strojach ślubnych, z dala od gości. Dla filmu ślubnego to moment o ogromnej wartości emocjonalnej i narracyjnej.
Szyb Bończyk jako miejsce na wesele i przyjęcie weselne
Po ceremonii przyszedł czas na przyjęcie weselne. Szyb Bończyk Mysłowice to nie tylko szyb – to kompleks bankietowo-konferencyjny, który oferuje pełne zaplecze weselne. Łączy śląski charakter z nowoczesnym podejściem do organizacji wydarzeń. Wszystko działało sprawnie, kompleksowo i bez chaosu.
Plenery zdjęciowe i filmowe – industrialne złoto
Szyb, patio, detale architektoniczne, przestrzenie dawnej kopalni – to prawdziwa gratka dla fotografów i filmowców.
Szyb Bończyk oferuje:
- różnorodne miejsca do zdjęć plenerowych,
- industrialną estetykę bez potrzeby wyjazdów,
- spójną oprawę wizualną całego dnia.
Każdy kadr wygląda tu profesjonalnie, a materiał końcowy ma unikalny charakter. To jedyne w swoim rodzaju miejsce na wesele.
Wesele marzeń w industrialnym klimacie – moje podsumowanie
Kiedy wracam myślami do tego dnia i przeglądam materiał, który wtedy nagrałem, mam przed oczami przede wszystkim emocje. Spokój Mai tuż przed ceremonią, lekkie napięcie u Przemka, półmrok podziemi i ciszę, która zapadła tuż przed rozpoczęciem ślubu. Szyb Bończyk nie był tu „miejscem z oferty” – był naturalnym tłem dla ich historii.
To wesele było inne, ale bez wymuszonej oryginalności. Ślub w podziemiach miał w sobie coś intymnego, niemal surowego. Industrialny klimat szybu sprawił, że wszystko stało się bardziej prawdziwe – bez nadmiaru dekoracji, bez rozpraszaczy. A moment, w którym Hashi pojawił się z obrączkami, rozładował emocje i wywołał uśmiechy, które widać na każdym ujęciu.
Później było już tylko bardziej naturalnie – rozmowy, śmiech, tańce i goście, którzy faktycznie czuli się częścią tego dnia. Sala weselna płynnie przejęła rytm wydarzeń, a ja mogłem skupić się na łapaniu drobnych gestów, spojrzeń i chwil pomiędzy. Tych, które po latach mają największą wartość.
